Saturday, 27 June 2020

Brytyjski kotek

Mruczy jak dorodny kocur. Pochodzi z Brytanii. Początkowo wydaje się leniwy, ale wystarczy nieznacznie go zachęcić, żeby wyrwał do przodu jak kitku na widok czerwonej kropki lasera.


Mówię oczywiście o Triumphie, a dokładniej o tegorocznym modelu Bonneville Bobber Black. Kiedy wszedłem do warszawskiego salonu tej marki i usłyszałem od Szymona (pozdrawiam, pozdrawiam) "którym chcesz pojeździć?" bez mrugnięcia okiem wskazałem stojącego w głębi Bobbera.


Już podczas pierwszych metrów jazdy byłem pod pozytywnym wrażeniem tego, jak dobrze prowadzi się to maleństwo. Nie szarpie przy ruszaniu jak na przykład HD Roadster, ale w razie czego łyka każdą 1200 z USA i wydala wydechem. Wydechem, który brzmi naprawdę dobrze. Niski, basowy pomruk, nie żadne gulgotanie, jak w wielu klasycznych czy neo-klasycznych motocyklach.


Nawet Abby, na co dzień miłośniczka amerykańskich motków Milwuakee od razu powiedziała "chcę na nim zdjęcia". Bonneville wygląda dokładnie tak, jak motocykl wyglądać powinien. Bez pizdryków, chromów i innego shitu.


Jeśli chodzi o wady tego modelu (tak, zawsze muszą jakieś być) znalazłem dwie. Pierwsza to zbyt wąski zbiornik paliwa. Ściśnięcie go kolanami wymaga przyjęcia dość nieanatomicznej postawy, stopy są znacznie szerzej, niż kolana, nie jest to najwygodniejsze. Szerszy zbiornik dałby też lepszy efekt wizualny, no i dodał te 20-30 km zasięgu.


Drugą jest kontrola trakcji, a raczej jej brak. System co prawda istnieje, ale na mokrym (mimo włączonej mapy RAIN) motocykl latał bokami aż miło. Nie przeszkadzało to szczególnie w jeździe, ale kontrola trakcji nie powinna na takie cyrki pozwolić. Swoją drogą, przełączając między mapami liczyłem, że będą nazywać się RAIN i FOG. Jak widać Brytyjczycy nie lubią żartować ze swojej pogody, przynajmniej nie do tego stopnia.


Generalnie ze wszystkich motocykli którymi miałem okazję jeździć w tym roku (a było ich już kilka... naście? Dziesiąt?) tym jeździło mi się najlepiej. Teraz mam okazję testować Bonneville'a T120, i jestem w stu procentach pewien, że jeśli w tym roku kupię nowy motocykl będzie to któryś z Modern Clasics. Nie, Triumph nie płaci mi za ten artykuł. Co nie zmienia faktu, że bardzo dziękuję warszawskiemu salonowi w al. Jerozolimskich za użyczenie motka. Dziękuję też S.M. Stodoła za piękny, pomarańczowy kask do zdjęć ;) Do następnego.


Friday, 19 June 2020

Stodwadzieściapięć i skośnooka religia

Ostatnio bardzo często na grupach motocyklowych pojawiają się posty brzmiące mniej więcej tak:

"Szukam dla siebie motocykla 125, spodobał mi się Junak taki a taki, co o tym sądzicie?"

I się zaczyna. Tysiąc pięćset sto dziewięćset komentarzy w dwóch smakach.

Pierwszy to NIEKUPUJSTODWADZIEŚCIAPIĘĆTOZAMAŁOKUPMINIMUMSZEŚĆSET. Serio? Po pierwsze autor posta najprawdopodobniej ma tylko prawko B, i po prostu nie polata legalnie niczym większym. Po drugie, trochę połączone z pierwszym: skoro szuka 125, widać chce 125. Przypomina mi to ogłoszenia w których szukałem moto z ABS, proponowali te bez ABS, szukałem moto w czarnym macie, proponowali chromy... Ludzie albo nie potrafią czytać ze zrozumieniem, albo nie czytają wcale.

Drugi rodzaj komentarzy, dużo częstszy, to KUPJAPOŃCZYKA. Wyznawcy japońskich motocykli gotowi są bronić ich wyższości do ostatniej kropli krwi. Zamiast (przykładowo) M12 proponują, o zgrozo, Yamahę Virago 125. Serio? Stuletni potwór, który wygląda tak, że nawet złomiarze go nie chcą podpierdolić, który psuje się co chwila ma być lepszy od nowego motocykla? I dlaczego? Ponieważ Virago powstało w Japonii. I tyle.

Nie zrozumcie mnie źle. Lubię japońskie motocykle. Miałem ich łącznie siedem, jeden wciąż mam, i z każdego poza Ninją byłem zadowolony. Nie znaczy to jednak, że jedynie w kraju kwitnącej wiśni da się zrobić dobry motocyjkl. Ba, dobry motocykl da się zrobić troszkę bliżej naszego kurwidołka, czyli w Chinach lub Indiach. Oczywiście powoduje to niesłychany ból dupy wyznawców japońskiej motoryzacji. Nie mogą nawet wspomóc się maścią na ból tej części ciała. Maść najprawdopodobniej również powstała w Chinach.

Ostatnio bardzo często mam okazję jeździć nie tylko 125-ką, ale właśnie 125 chińskiej produkcji. Jest to Junak M12 Vintage należący do mojej dziewczyny.


Tak razem wyglądają. O tym, jak dobrze prezentuje się Abby nie trzeba mnie przekonywać, zdziwiony byłem natomiast jak dobrze wygląda ta 125. M12 nie jest dużo mniejszy od Irona 883 (którym projektant z Junaka mocno się inspirował. Co najmniej inspirował, żeby nie powiedzieć przerysowywał ze zdjęcia), a poza samym silnikiem nic nie zdradza niedużej pojemności.

Szczerze mówiąc ostatnio jednym z moich hobby jest wybieranie motocyklistów na dużych, potężnych maszynach, czekanie, aż któryś spojrzy niechętnie na Junaczka po czym robienie ich na zbliżających się zakrętach. Jeden pan na Tigerze niemalże się przez to zabił, ocenę własnych umiejętności przysłonił mu rage na uciekającą 125-kę.

Nie jestem ani fanboyem Junaków (choć motocykle, które wypuszczają ostatnio są naprawdę fajne) ani 125-tek, zdecydowanie wolę silniki 1250 lub większe. Nie zmienia to faktu, że jazda na tym motocyklu sprawia mi naprawdę sporą frajdę. Zwłaszcza od kiedy Abby dostała na urodziny soundsystem do motocykla ;)

Tuesday, 16 June 2020

Subiektywnie. O motocyklach. Zwłaszcza o jednym motocyklu.

Tu, na tym blogu publikować będę swoje przemyślenia, doświadczenia i pomysły związane z motocyklami.

Na co dzień zajmuję się fotografią tych właśnie pięknych maszyn. Jeżdżę od dość dawna, czasami nawet mam wrażenie, że robię to dobrze. Przeważnie w takich chwilach dzieje się coś, co wyprowadza mnie z błędu.

Mój obecny motocykl to Yamaha XJ6 Diversion o wdziecznym imieniu Cherry Pie. Tak została ochrzczona przez moją ukochaną. Cherry wyglądała tak:


Niestety w skutek kilku stuknięć z różnych stron stan przedniej owiewki nie jest najlepszy. Dziś (w sumie - wczoraj, jest po północy) pojechałem z Cherry do Michała, właściciela Evil Genius. Od pewnego czasu rozmawialiśmy o przerobieniu XJ-ty na coś w zupełnie innym stylu.

Zacząłem od zdjęcia kufra razem ze stelażem. Od razu motocykl zaczął mi się dużo bardziej podobać.


Owiewka poszła w ślady stelaża.


Dopiero teraz oceniliśmy, co trzeba będzie w motocyklu zmienić, co dodać, a co usunąć. Lista jest długa :).

Tyle jeśli chodzi o pierwszy post, mam ambitny plan umieszczać coś na blogu w miarę regularnie. Trzymajcie kciuki :).