Ostatnio bardzo często na grupach motocyklowych pojawiają się posty brzmiące mniej więcej tak:
"Szukam dla siebie motocykla 125, spodobał mi się Junak taki a taki, co o tym sądzicie?"
I się zaczyna. Tysiąc pięćset sto dziewięćset komentarzy w dwóch smakach.
Pierwszy to NIEKUPUJSTODWADZIEŚCIAPIĘĆTOZAMAŁOKUPMINIMUMSZEŚĆSET. Serio? Po pierwsze autor posta najprawdopodobniej ma tylko prawko B, i po prostu nie polata legalnie niczym większym. Po drugie, trochę połączone z pierwszym: skoro szuka 125, widać chce 125. Przypomina mi to ogłoszenia w których szukałem moto z ABS, proponowali te bez ABS, szukałem moto w czarnym macie, proponowali chromy... Ludzie albo nie potrafią czytać ze zrozumieniem, albo nie czytają wcale.
Drugi rodzaj komentarzy, dużo częstszy, to KUPJAPOŃCZYKA. Wyznawcy japońskich motocykli gotowi są bronić ich wyższości do ostatniej kropli krwi. Zamiast (przykładowo) M12 proponują, o zgrozo, Yamahę Virago 125. Serio? Stuletni potwór, który wygląda tak, że nawet złomiarze go nie chcą podpierdolić, który psuje się co chwila ma być lepszy od nowego motocykla? I dlaczego? Ponieważ Virago powstało w Japonii. I tyle.
Nie zrozumcie mnie źle. Lubię japońskie motocykle. Miałem ich łącznie siedem, jeden wciąż mam, i z każdego poza Ninją byłem zadowolony. Nie znaczy to jednak, że jedynie w kraju kwitnącej wiśni da się zrobić dobry motocyjkl. Ba, dobry motocykl da się zrobić troszkę bliżej naszego kurwidołka, czyli w Chinach lub Indiach. Oczywiście powoduje to niesłychany ból dupy wyznawców japońskiej motoryzacji. Nie mogą nawet wspomóc się maścią na ból tej części ciała. Maść najprawdopodobniej również powstała w Chinach.
Ostatnio bardzo często mam okazję jeździć nie tylko 125-ką, ale właśnie 125 chińskiej produkcji. Jest to Junak M12 Vintage należący do mojej dziewczyny.
Tak razem wyglądają. O tym, jak dobrze prezentuje się Abby nie trzeba mnie przekonywać, zdziwiony byłem natomiast jak dobrze wygląda ta 125. M12 nie jest dużo mniejszy od Irona 883 (którym projektant z Junaka mocno się inspirował. Co najmniej inspirował, żeby nie powiedzieć przerysowywał ze zdjęcia), a poza samym silnikiem nic nie zdradza niedużej pojemności.
Szczerze mówiąc ostatnio jednym z moich hobby jest wybieranie motocyklistów na dużych, potężnych maszynach, czekanie, aż któryś spojrzy niechętnie na Junaczka po czym robienie ich na zbliżających się zakrętach. Jeden pan na Tigerze niemalże się przez to zabił, ocenę własnych umiejętności przysłonił mu rage na uciekającą 125-kę.
Nie jestem ani fanboyem Junaków (choć motocykle, które wypuszczają ostatnio są naprawdę fajne) ani 125-tek, zdecydowanie wolę silniki 1250 lub większe. Nie zmienia to faktu, że jazda na tym motocyklu sprawia mi naprawdę sporą frajdę. Zwłaszcza od kiedy Abby dostała na urodziny soundsystem do motocykla ;)

No comments:
Post a Comment