Cześć. Dawno tu nie pisałem. Działo się niewiele, eventów brak, zima o dziwo zatrzymała sezon na chwilę, pandemia opóźniła testówki.
Na szczęście sytuacja się poprawia, jest ciepło, testówki się pojawiły, jest nad czym się zmóżdżać.
Na pierwszy ogień poleciał motocykl, który budzi we mnie mieszane uczucia. Jeździłem nim już w zeszłym roku, więc tym razem przetestowała go Abby.
Indian FTR bardzo się motocyklistce spodobał. Zupełnie inny od Jej Irona 883 zwanego Wyjcem (z powodu głośnego i humorzastego alarmu). Wyższy, zwrotny, zrywny, ale jednocześnie bardzo ładnie reagujący na polecenia jeźdźca. Lub jeźdźczyni. Amazonki w sensie.
Jeśli chodzi o wygląd niczego Indiańcowi zarzucić nie mogę. Rzadko zdarza się motocykl, w którym design po prostu mi się podoba i nie chcę niczego zmieniać. A'propos zmian. Indian wymyślił bardzo milutką rzecz. Bak posiada dwie boczne pokrywy, które widzimy (sam bak jest nimi zasłonięty). Pokrywy są wymienne, i można je bez problemu kupić. Dziś jeździsz srebrnym motocyklem, jutro błękitnym, pojutrze carbonowym. Cztery śrubki i pozamiatane.



