Wednesday, 16 June 2021

Postpandemicznie flattrackowo

 Cześć. Dawno tu nie pisałem. Działo się niewiele, eventów brak, zima o dziwo zatrzymała sezon na chwilę, pandemia opóźniła testówki.

Na szczęście sytuacja się poprawia, jest ciepło, testówki się pojawiły, jest nad czym się zmóżdżać.

Na pierwszy ogień poleciał motocykl, który budzi we mnie mieszane uczucia. Jeździłem nim już w zeszłym roku, więc tym razem przetestowała go Abby.

Indian FTR bardzo się motocyklistce spodobał. Zupełnie inny od Jej Irona 883 zwanego Wyjcem (z powodu głośnego i humorzastego alarmu). Wyższy, zwrotny, zrywny, ale jednocześnie bardzo ładnie reagujący na polecenia jeźdźca. Lub jeźdźczyni. Amazonki w sensie.

Jeśli chodzi o wygląd niczego Indiańcowi zarzucić nie mogę. Rzadko zdarza się motocykl, w którym design po prostu mi się podoba i nie chcę niczego zmieniać. A'propos zmian. Indian wymyślił bardzo milutką rzecz. Bak posiada dwie boczne pokrywy, które widzimy (sam bak jest nimi zasłonięty). Pokrywy są wymienne, i można je bez problemu kupić. Dziś jeździsz srebrnym motocyklem, jutro błękitnym, pojutrze carbonowym. Cztery śrubki i pozamiatane.


Co ciekawe, FTR nie ma bezpośredniej konkurencji. Teoretycznie można go trochę porównać do Street Scramblera, ale tylko na papierze, w stylu jazdy jest zupełnie inny. Nie lepszy, nie gorszy. Inny.


Dla kogo taki motocykl? Na pewno dla właściciela całkiem zasobnego portfela lub zdolności kredytowej. FTR do tanich motocykli nie należy, kosztuje około 70k cebulionów. Trzeba flattrackerem sporo pojeździć żeby zrozumieć, skąd ta cena. Jakość wykonania, klimat, charakterystyka silnika, łatwość prowadzenia praktycznie na każdej nawierzchni, za takie "drobiazgi" się płaci. Czy kupił bym ten motocykl? Pewnie nie. Jako drugi? Może. Jako piąty? Na pewno :). Niestety, przy moich zarobkach posiadanie stada nowych motocykli chwilowo mi nie grozi ;) Trzymajcie się, jeździjcie bezpiecznie.


No comments:

Post a Comment