W tym sezonie pobiłem swój własny rekord jeśli chodzi o ilość objeżdżonych motocykli. Nie mówię tu o rundce dookoła bloku, każdym z nich pojeździłem minimum dwa dni, większością po kilka razy. Z pewnym smutkiem muszę powiedzieć, że Japończycy przestali umieć robić motocykle. Do tej pory każdy motocykl, który kupowałem był z Japonii. Obecnie nie ma ani jednego, który chciałbym mieć. Ba, nie ma ani jednego nowego Japońca, którym chciałbym w ogóle się przejechać. Chętnie zadał bym inżynierom z Suzuki, Hondy, Kawasaki czy Yamahy pewne pytanie...
Jeśli nie wielka czwórka, która przestała być wielka, to co? Zastanówmy się.
Amerykańskie motocykle w Europie dostać możemy w dwóch smakach - Harley Davidson lub Indian. Pojeździłem jednymi i drugimi, i zdecydowanie wolę Indiany. Są lepiej dopracowane, mają ciekawą linię i nie tłumaczą opóźnienia technologicznego "sprzedawaniem legendy". Myślałem o HD (dokładnie o Fat Boy-u) ale Indian po prostu ma ciekawsze motocykle. Istotnym powodem jest również fakt totalnej niestabilności marki z Milwuakee. Mordują całą linię Sportsterów, zamiast nich proponują paskudnego Bronxa, którego chwilę później usuwają ze strony. Wrzucają jakieś elektryczne g, a potem mówią o powrocie do klasycznego designu. Zastanawiam się, czy mniej przewidywalny jest HD, czy polski rząd podczas pandemii...
Jeśli motocykl z USA, zdecydowanie Indian. Pozostaje nam Europa. Firmy robiące motocykle na starym kontynencie dostały ostatnio niebywałego kopa do działania. Dwie marki, na które szczególnie zwróciłem uwagę to KTM i Triumph.
Austriacka marka notuje wzrost sprzedaży i wcale nie jestem tym zdziwiony. Pomarańczki mają najlepszy performance ze wszystkich motocykli. Na papierze mogą wypadać słabiej, niż chociażby Japsy, ale w praktyce KTM ruszy dynamiczniej, zahamuje sprawniej, skręci ciaśniej i dostarczy ogromnej frajdy z jazdy. Moje dwa ulubione motocykle tej marki, Adventure 1290 i Duke 890 zostawiają konkurencję w tyle pod względem praktycznych osiągów. Nie jestem co prawda fanem nowoczesnego designu w motocyklach, ale technicznie KTM jest obecnie na pierwszym miejscu.
Triumph z kolei stworzył silnik - perełkę, dopracował go przez lata i wrzucił w siedem różnych motocykli, każdy w innym stylu. Mówię o dwucylindrowej rzędówce o pojemności 1200ccm. W każdym motocyklu silnik pracuje inaczej, T120 będzie ułożonym gentlemanem, Bobber szarpie całkiem konkretnie i potrafi zgubić przyczepność dupskiem, Scrambler wyrywa do przodu a Thruxton po prostu za**e**ala. Gdyby nie fakt, że Triumphy są fizycznie dość niewielkie zdecydowanie wybrał bym któregoś z nich (Scramblera lub Bobbera najprawdopodobniej).
Musicie przyznać, że motocykl jest po prostu śliczny. Kończę, idę odebrać kolejny motocykl do zdjęć i testów :)


No comments:
Post a Comment