Nadchodzi nieubłaganie ten czas, kiedy właściciele większości motocykli umieszczają swoje maszyny w garażach, i zaczynają niecierpliwie wyglądać wiosny. Od kiedy zimy nie są wyjątkowo śnieżne nie należę do tej grupy, co nie znaczy, że nie czekam na wiosnę. Z wielu powodów, nie tylko motocyklowych jestem czołowym hejterem zimna.
Jak co roku na grupach motocyklowych pojawia się temat dbania o maszyny zimą, oraz moje ulubione przepalanie. Jak żałośnie małą wiedzę trzeba mieć, żeby wymyślić, iż odpalenie zimnego silnika, z zimnym olejem i katowanie go 20 minut spowoduje cokolwiek dobrego?
Jakiś czas temu na potrzeby moich znajomych mających nieco mniej doświadczenia ode mnie opracowałem kilka kroków, które pozwolą zadbać o moto zimą, i cieszyć się nim od pierwszych mgnień wiosny (siedemnastu).
Na początek - tankowanie. Jeśli bak jest metalowy lejemy paliwo pod korek, dzięki czemu unikniemy rdzy. Jeśli zbiornik jest z plastiku - przeciwnie, postarajmy się wyjeździć większość paliwa. Plastik nie zardzewieje, za to zostawiona przez zimę benzyna może się degradować.
Następnie - akumulator. Wyjmujemy toto z motocykla, i raz na miesiąc podłączamy do prostownika. Cała filozofia.
Przed zimą najlepiej umyć motocykl, nasmarować łańcuch, i to w zasadzie tyle.
Drugi temat na dziś to krzywdzenie motocykli. Krzywdzenie, bo jak inaczej nazwać można zrobienie z całkiem ładnej maszyny, jakimi są Sportstery czegoś takiego:

No comments:
Post a Comment