Tuesday, 29 September 2020

ZIMA ZUA i jeszcze gorsze motocykle

Nadchodzi nieubłaganie ten czas, kiedy właściciele większości motocykli umieszczają swoje maszyny w garażach, i zaczynają niecierpliwie wyglądać wiosny. Od kiedy zimy nie są wyjątkowo śnieżne nie należę do tej grupy, co nie znaczy, że nie czekam na wiosnę. Z wielu powodów, nie tylko motocyklowych jestem czołowym hejterem zimna.

Jak co roku na grupach motocyklowych pojawia się temat dbania o maszyny zimą, oraz moje ulubione przepalanie. Jak żałośnie małą wiedzę trzeba mieć, żeby wymyślić, iż odpalenie zimnego silnika, z zimnym olejem i katowanie go 20 minut spowoduje cokolwiek dobrego?

Jakiś czas temu na potrzeby moich znajomych mających nieco mniej doświadczenia ode mnie opracowałem kilka kroków, które pozwolą zadbać o moto zimą, i cieszyć się nim od pierwszych mgnień wiosny (siedemnastu).

Na początek - tankowanie. Jeśli bak jest metalowy lejemy paliwo pod korek, dzięki czemu unikniemy rdzy. Jeśli zbiornik jest z plastiku - przeciwnie, postarajmy się wyjeździć większość paliwa. Plastik nie zardzewieje, za to zostawiona przez zimę benzyna może się degradować.

Następnie - akumulator. Wyjmujemy toto z motocykla, i raz na miesiąc podłączamy do prostownika. Cała filozofia.

Przed zimą najlepiej umyć motocykl, nasmarować łańcuch, i to w zasadzie tyle.

Drugi temat na dziś to krzywdzenie motocykli. Krzywdzenie, bo jak inaczej nazwać można zrobienie z całkiem ładnej maszyny, jakimi są Sportstery czegoś takiego:


Czy tylko mi przypomina to królewski sedes skrzyżowany z nocnikiem z Ikei, i okraszony sreberkami z odpustu? Ciekawym faktem jest również brak przedniego hebla. Oczywiście autorka tegoż motocykla, której z litości tu nie przedstawię twierdzi, że uja się znam, bez przedniego hebla jest cacy. Z mojego doświadczenia widzę tu kilka scenariuszy:
1) Przy przeglądzie diagnosta powie "idźcie do pi**y z tym ch**em" i zatrzyma dowód rejestracyjny.
2) Diagnosta otrzyma gratyfikację finansową w kopercie pod kolor motocykla i podbije przegląd. Następnie prędzej czy później trafi się ogarnięty policjant, zatrzyma wyżej wymieniony dowód, a diagnosta dostanie zjebę.
3) Dojdzie do, nie daj boże, kolizji lub wypadku. Osoba kierująca takim struclem niemalże z automatu jest winna. Czy to policjant, czy prokurator zapyta, co się stało. Motocyklista/ka odpowie "hamowałem/am", na co usłyszy "tak? A czym?".
Ale oczywiście ja się nie znam, motocykl jest piękny, sprawny i cudowny.

Szkoda, że przy nim nawet skutery nie zasługują na określenie "kibel".